Czy to już depresja? Czyli o tym, jak rozróżnić depresję od stanów przygnębienia

Mam ostatnio doła; Ale dopadła mnie deprecha – to jedne z wielu myśli, które pojawiają się w głowie, gdy czujemy się zdołowani i nie mamy motywacji. Wiele sytuacji dnia codziennego może znacząco wpływać na samopoczucie, a okresy złego nastroju spotykają każdego. Nie zawsze jednak musi oznaczać to depresję, a może wskazywać na często kojarzone i mylone z nią stany przygnębienia. Pojawia się dylemat: kiedy doświadczamy naturalnej reakcji na trudności życiowe, a kiedy to znak, by sięgnąć po pomoc?

Smutek = depresja?

Cierpienie jest nieodłączną częścią życia. Smutek jest często reakcją na pewne ograniczenia, rozczarowania. Wszystkie one mogą być czerpane (i doświadczane) ze świata zewnętrznego i wewnętrznego. Każdy z nas może dawać sobie czas na ich odczuwanie, i to jest ok. 

Bardzo ważne, by mieć i dawać innym przestrzeń odreagowania uzasadnionych, przykrych emocji. Bo przecież nie chodzi o to, abyśmy tłamsili wszelkie nieprzyjemne uczucia i żyli w utopijnej rzeczywistości, w której każdy doświadcza jedynie radości. Równowaga psychiczna zakłada przecież akceptację zarówno przyjemnych, jak i nieprzyjemnych emocji. 

W tym miejscu można więc zaznaczyć podstawową różnicę między odczuwaniem przygnębienia a depresją w rozumieniu klinicznym: stany emocjonalne się przeżywa, a depresję – leczy.

Odczuwanie smutku jest bardzo często potocznie utożsamiane z depresją. Ale nie zawsze taka „diagnoza” jest słuszna. 

Oczywiście to nie jest tak, że bycie w dole nigdy nie może oznaczać depresji, ponieważ jest to bardzo indywidualna kwesta. Nieprawidłowe przeżycie smutku może przyczynić się do powstania depresji, dlatego warto być uważnym na przedłużające się okresy, gdy nic już nie cieszy. 

Jak odróżnić jedno od drugiego?

To skąd wiedzieć, czy dane przygnębienie jest wciąż w granicach normy, a kiedy powinna się „zapalić czerwona lampka”? W tym kontekście warto najpierw przyjrzeć się klinicznemu obrazowi depresji, choć ta u różnych osób może wyglądać w inny sposób. 

Objawy choroby

Depresja często przejawia się w formie czegoś, co moglibyśmy nazwać patologicznym smutkiem, odrętwieniem i towarzyszącym temu cierpieniem, niepokojem, lękiem. Osoby chore często deklarują anhedonię – pustkę, zobojętnienie, nieumiejętność odczuwania pozytywnych i negatywnych emocji.

Często słyszymy, że ktoś nie ma depresji, bo dobrze się bawi i uśmiecha. Ale tak naprawdę ważniejsza od mimiki i okazywanego samopoczucia jest dynamika w ciągu dnia. Dana osoba może gorzej czuć się od rana, a lepiej wieczorem. Momenty polepszenia nie umniejszają powagi stanu depresji. 

Ktoś borykający się z takim schorzeniem często nie potrafi już czerpać przyjemności z tego, co kiedyś dawało satysfakcję. Dodatkowo ma trudności z motywacją, która objawia się m.in. biernością i wycofaniem w kontaktach z innymi.  

Osoba z depresją ma poczucie ciągłego zmęczenia, a realizacja najprostszych obowiązków jest wyczerpująca. Widoczne jest też spowolnienie i negatywizm myślenia, gorsze zapamiętywanie, trudności z koncentracją. Ktoś taki odczuwa bezradność, poczucie winy i przejawia niską samoocenę (nie wierząc w swoje możliwości, czy może nawet możliwość wyjścia z tego stanu). Dla chorego często wydaje się, że sposobem na uwolnienie się od tego uczucia jest zakończenie swojego życia. Choć próby samobójcze są rzadsze od myśli, to bardzo często mają one w nich swój początek, dlatego nie należy ich bagatelizować. 

Oprócz tego można zauważyć również fizyczne symptomy, które mogą zostać pominięte, ponieważ pozornie nie mają związku ze stanem psychicznym, np. bóle głowy, kręgosłupa.

Uporządkujmy sobie teraz różnice między depresją a codziennym smutkiem, który przytrafia się każdemu z nas.

Czas trwania

Okresy obniżonego nastroju, które nie muszą alarmować, to mniej więcej kilkugodzinne, kilkunastogodzinne momenty przygnębienia. 

Człowiek w spontaniczny sposób doświadcza wachlarza emocji, a uczucia przemijają, ustępując miejsca kolejnym emocjom. Gdy owo przygnębienie zaczyna znacząco się przedłużać, stan ten może zbliżać się do depresji, która trwa zazwyczaj tygodnie, miesiące czy nawet lata. 

Cechy nastroju

W przypadku krótkotrwałego obniżenia nastroju łatwiej o reaktywność na zewnętrzne czynniki, jak pocieszenie, odwrócenie uwagi. 

Przy depresji sytuacja może wyglądać odwrotnie – wszelkie próby rozweselenia, dawania rad jak poczuć się lepiej, mogą wzbudzać w chorym poczucie winy za stan, w którym się znajduje, większą bezsilność i poczucie bycie niezrozumianym. 

Zestaw objawów

Samo poczucie przygnębienia nie musi być alarmujące. Najczęściej depresja obejmuje wiele objawów zespołu depresyjnego, np. spowolnienie psychoruchowe, wspomniana już anhedonia, ale też zniekształcenia percepcji.  

Czynniki poprzedzające

Czynnikami poprzedzającymi „zwyczajny” smutek najczęściej są konkretne sytuacje, przemyślenia. Wzmacniane przez np. zmęczenie, prowadzą do poczucia przygnębienia. Reakcje emocjonalne są wtedy adekwatne i uzasadnione. 

U osób chorujących na depresję czasem można wskazać na poprzedzające zdarzenia krytyczne w życiu, ale też dużo trudniej niż w przypadku osoby zdrowej uchwycić konkretny moment, który był początkiem depresji. Jest to często proces, który nie wiadomo, kiedy się rozpoczął, ale nagle orientujemy się, że przysłonił całe pragnienie życia. Nie bez powodu depresja nazywana jest potocznie „cichym zabójcą”.   

Samoświadomość

W swoich naturalnych reakcjach zachowujemy krytycyzm, poczucie przemijalności owych stanów (nawet jeśli w pierwszej chwili jest on przysłonięty przez intensywność emocji). Natomiast osoba zmagająca się z depresją zostaje pochłonięta przez depresyjny świat, mając negatywny stosunek do siebie, innych i swojej przyszłości.

Sięgając po pomoc

Nie da się postawić znaku równości między smutkiem a depresją, ale z pewnością ważne jest to, by zauważyć moment pogorszenia się samopoczucia. Jego przedłużenie lub dołączenie innych objawów może budzić nasze podejrzenia. 

Czy to znaczy, że dopiero jak „odhaczy się” objawy zespołu depresyjnego, powinno się zgłosić do specjalisty? Zdecydowanie nie! W każdym momencie możesz skonsultować się z psychologiem, gdy poczujesz taką potrzebę i chęć zmiany aktualnego stanu. 

Na każdym etapie praca może wyglądać nieco inaczej. Załóżmy, że właśnie przeżywasz stresujący czas w pracy, który odbija się na twoim samopoczuciu i czujesz się przygnębiony/a. W takiej sytuacji możesz zgłosić się do psychologa, a on pomoże ci przejść ten trudny dla ciebie czas, okazując ci wsparcie, zrozumienie i bezpieczną przestrzeń na dzielenie się swoimi uczuciami. 

Jednak, jeśli już od dłuższego czasu czujesz, że to uczucie nie znika, a ty nie masz siły wywiązywać się z obowiązków, wtedy pomocnym może okazać się kontakt z psychoterapeutą, a czasem i z psychiatrą w celu uzupełnienia pracy o farmakoterapię. 

Dla każdej osoby pomocne może okazać się co innego, dlatego istotne jest, aby znaleźć najbardziej dopasowaną do siebie drogę ku zmianie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You May Also Like