Nie będzie nas…

Dlaczego 1 Listopada napawa nas zadumą, a czasem smutkiem? Bliskość grobów konfrontuje ze skończonością i życia i nieuchronnością śmierci.

Tu leży ktoś dla mnie bliski i kochany. Tu leży ktoś ważny. Tu leży ktoś, kto umarł mi niedawno. Tu leży ktoś znany tylko z rodzinnych opowieści. Tu leży ktoś, komu chciałoby się jeszcze coś powiedzieć… 

Śmierć jest nieunikniona. 

Umrę. Nie będzie mnie. 

Temat własnej śmiertelności wywołuje wiele emocji, wśród których najsilniejszy wydaje się lęk. Tylko dlaczego? Śmierć jest zdarzeniem pewnym, w przeciwieństwie do wielu innych w naszym życiu. Rodzimy się z „pakietem” ograniczonego czasu i gwarancją śmierci. A jednak to, co pozornie pewne, mieści w sobie ogrom niepewności: Ile mam czasu? Jak umrę? Co będzie potem?

Tymczasem nasza śmierć, poza zapewnieniem „Przyjdę”, nie zostawia zaznaczonego miejsca w kalendarzu ani na mapie. Nic. Żadnych danych o szczegółach spotkania. W efekcie stajemy bezradni, nie mogąc planować, kontrolować ani wpływać na coś, co ma nastąpić. To trudne, bo wielu z nas na kontrolowaniu zdarzeń zbudowało swoje poczucie bezpieczeństwa. I właśnie w tym leży sedno – nieokreśloność śmierci zaburza poczucie bezpieczeństwa. A skoro nie jest bezpiecznie, pojawia się przestrzeń dla lęku, złości, bezradności i wielu innych przykrych emocji. 

Jak radzić sobie z taką perspektywą? Jak przygotować się na spotkanie z kimś, kto nie wiadomo jak wygląda, nie wiadomo kiedy dotrze i nie wiadomo gdzie nas zastanie? 

Jedną z opcji jest zachowanie stałej czujności i gotowości na śmierć. Memento mori. Sposób ten w założeniu odbiera śmierci element zaskoczenia, ale w praktyce oddala od życia, którego nie da się realizować w stanie skoncentrowania na śmierci. Bądź co bądź, nadal nie wiadomo kiedy i jak umrzemy. W efekcie permanentny stan wyczekiwania, zamiast uspokajającej gotowości, przynosi lęk. Skrajną formą tej opcji jest przejmowanie przez człowieka kontroli nad czasem i sposobem zakończenia życia. Odbywa się to zarówno w stosunku do siebie, jak i innych.  

Drugim sposobem radzenia sobie z lękiem przed śmiercią jest koncentracja na życiu z pomijaniem wątku jego końca. Od carpe diem (zanim wiek i marna kondycja utrudni ­carpe)aż po brak zgody czy zaprzeczanie procesom przemijania (przykładowe metody: prostowanie zmarszczek i wypychanie chorób i umierania poza dom). Odwrócenie uwagi od źródła lęku może zmniejszyć jego dotkliwość, ale w rzeczywistości zostanie on po prostu przepchnięty z salonu świadomego przeżywania do piwnicy nieświadomości. W efekcie emocje, które można by było określić i rozumieć, zamieniają się w dokuczliwe napięcie i niepokój przed nieokreślonym. Jako antidotum stosuje się najczęściej używki oraz angażowanie się w liczne, często niebezpieczne aktywności, mające przynieść ulgę albo dać poczucie zwycięstwa w igraniu ze śmiercią.    

Pozostaje jeszcze trzeci sposób. Wymaga zatrzymania się nad faktami: Umrę. Nie będzie mnie. Nie wiem, kiedy to nastąpi i jak to się stanie. Wymaga uznania i uszanowania wszystkich emocji, które powstają, gdy uświadomimy sobie powyższe fakty. Mądrze jest zbliżyć się do tych emocji, szczególnie do lęku, po to, żeby one opowiedziały nam prawdę o nas. Czego się boimy? Bólu? Utraty bliskich? Zostawienia czegoś, co dla nas ważne? Cierpienia? Nicości? Samotności? Nieprzygotowania?

Myślenie o własnej śmiertelności może być początkiem porządkowania swoich spraw. Możemy skonfrontować swoje potrzeby z aktualnym stanem rzeczy i zacząć zmieniać lub akceptować rzeczywistość. Możemy – co nie jest łatwe – uznać, że jesteśmy zastępowalni pomimo niepowtarzalności. Możemy też zacząć „stawiać sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu”… 

Nasi przodkowie lękali się nagłej i niespodziewanej śmierci. Powodował nimi lęk, że nie zdążą się przygotować – pogodzić, zobaczyć, spisać testamentu, przeprosić, wyznać… 

A gdyby tak pamiętać, że nasze życie jest nam dane tylko na pewien czas? Dla jednych będzie to oznaczało, że śmierć kończy wszystko. Dla drugich, że skończył się pewien rozdział. Ale świadomość, że na pewno umrzemy, może pomóc nam się żyć tak, że nawet nagła śmierć nie będzie niespodziewana. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like