Bajka o moście

Właśnie wstawał dzień. Piękny, pogodny, letni dzień. 

„Biorę dzisiaj ślub” pomyślała dziewczyna siadając w piżamie na schodach domu z kubkiem kawy w dłoniach. Uśmiechnęła się delikatnie, a jej serce uderzyło mocniej.  Po chwili usłyszała stłumione dźwięki, a w następnej jej ojciec ze swoim kubkiem usadowił się obok na stopniu.

– Cześć, tatku.

– Dzień dobry, księżniczko. Wcześnie wstałaś.

– Obudziłam się bardzo wcześnie i nie mogłam już zasnąć. Zastanawiam się jak to będzie.

– Dziś? Pięknie będzie!

– Nie, nie dziś. Myślę o tym, jak będzie dalej. Czy nam się uda? Czy przetrwamy jako małżeństwo? Tobie i mamie się udało. Jak będzie ze mną i moim mężem, tato?

Ojciec odłożył swój kubek i objął córkę ramieniem. Siedzieli stykając się głowami.  

– Tego czy się uda nikt dzisiaj nie wie – powiedział mężczyzna cicho – Wiem natomiast, że czasem będzie cudownie, a czasem fatalnie. Czasem będziesz miała wrażenie, że doszłaś już do końca, że nic się nie da zmienić, że można tylko odejść. Czasem będzie tak czuł twój mąż. Będą też czasy spokojne i pogodne. Różnie będzie, córeczko – spojrzał w poważne i pełne pytań oczy swojej dorosłej córki. Pocałował ją w czoło.

– Jest jakiś sposób, żebyśmy nie przestali się kochać? Żeby to się nie zawaliło? – dziewczyna patrzyła na ojca z nadzieją.

– Hmmm… Żeby się nie zawaliło… Żeby… – pomrukiwał, zawiesiwszy wzrok w oddali – Byłaś kiedyś przy tym starym moście za miastem? – zagadnął.

– Przy, pod, na. Byłam, tato – uśmiechnęła się szeroko.

– Jak to: na?! No tak, ciebie nie dało się upilnować! – pogroził palcem wskazującym przed jej nosem – Zwróciłaś kiedyś uwagę na to, jaki jest dziwny? Ma dwa filary, ale są zupełnie różne, jakby nie do kompletu. Jeden surowy, kamienny, chłodny, oparty o skałę, a drugi ceglany, smukły, zdobiony, stoi wolno na łące pod lasem.

– Nigdy nie zwróciłam na to uwagi – dziewczyna zmarszczyła brwi, próbując przywołać opisywane przez ojca różnice – Ten kamienny jest prawie niewidoczny przy skale. Za to ceglasty wygląda jak wieża, a nie filar mostu.

– Racja. I chociaż tak bardzo się różnią, oba dobrze podtrzymują przęsło. Wiesz co, księżniczko? – mężczyzna wziął dłonie córki w swoje – Przęsło jest jak małżeństwo. Jak  wasza miłość. To, co między wami – co was łączy i pozwala przenikać twoim sprawom do niego a jego do ciebie. Mogłoby go nie być, wtedy zostałyby dwie osobne wieże. Waszym wyborem jest to, że są jednak połączone. Jednym filarem jesteś ty, drugim – twój mąż. Każde z was jest inne – wyszliście z różnych domów, jesteście z różnych materiałów, macie różne kształty, potrzebujecie czegoś innego, żeby być w dobrej kondycji. Musicie mocno dbać o to, co między wami. Jeśli to zaniedbacie, wszystko co was łączy zacznie słabnąć, kruszyć się, dziurawić. Wasz most się zawali. Ale nigdy, przenigdy nie zapomnijcie też, że tak samo mocno musicie dbać o samych siebie! O filary! Pamiętaj, że każdy jest zbudowany z czegoś innego i potrzebuje innych zabiegów. Jeśli zaniedbacie jeden lub drugi filar, wasz most się zawali.

– Tato! Przecież to samolubne.

– Nie, kochanie. Zdradzę ci, że most mamy i mój prawie się zawalił. Mama pilnowała cały czas przęsła i całkiem zapomniała, że ona też wymaga troski. A ja dbałem o swój filar, aż przęsło od mojej strony zaczęło się zawalać. 

Córka patrzyła na ojca z otwartymi ustami. Chciała coś powiedzieć, ale milczała.

A tata otarł coś z policzka, złapał ją za brodę, zamknął usta i powiedział:

– Pilnuj całego mostu, jeśli nie chcesz utracić miłości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like