To koniec. Zostańmy przyjaciółmi. Część 2: Wykorzystaj potencjał rozstania

Zmiana jest czymś, co rywalizuje między potrzebą bezpieczeństwa a potrzebą rozwoju. Rozstanie stoi gdzieś pomiędzy nimi. Można je porównać do katalizatora, który przyspiesza reakcję chemiczną. 

Rozstanie jako potencjał

Właśnie takie momenty – najtrudniejsze, najboleśniejsze, rozrywające serce – mają największy potencjał do tego, żeby wywołać największe zmiany i najmocniej wpłynąć na rozwój. To, że emocje są silne, bardzo intensywne, można wykorzystać jako impuls, czy też paliwo – niezbędne do dokonania prawdziwych przemian w życiu. 

Zanim jednak do tego dojdzie, zanim zacznie się na nowo budować swoją przyszłość – rozumiejąc, że tej drugiej osoby nie musi w niej być –  doznaje się różnych emocji. Zamiast zagłuszać, przyspieszać cokolwiek, rozsądniej jest po prostu je przeżyć, dać sobie do nich prawo. Inaczej będą działać jak trutka niszcząca od wewnątrz. 

Podjęcie decyzji o przyjęciu rzeczywistości takiej, jaka jest, to ważny krok w kierunku rozwoju. Jak zatem można traktować rozstanie, by w pełni wykorzystać jego potencjał? Jako możliwość pracy nad sobą. Jeśli wewnętrzny (a może i zewnętrzny) świat przypomina ruiny po trzęsieniu ziemi, a życie emocjonalne nie jest stabilne i wiele aspektów codzienności wciąż leży w gruzach, to wciąż jest na to sposób. Można na przykład dostrzec niepowtarzalną szansę odbudowania po zgliszczach i wprowadzenia dużych zmian. 

Dlaczego ta szansa jest niepowtarzalna? Bo rozstanie jest wspomnianym już wyżej katalizatorem. Nawet jeśli reakcja może nastąpić bez niego, to nie jest pewne, że tak się stanie. A nawet jeśli, to kosztem potężnej dawki energii i z wielkim opóźnieniem. Po drodze zaś mogą pojawić się inne, nieuwzględniane wcześniej czynniki zakłócające. 

Prawdopodobnie w stabilnych warunkach względnego spokoju przed różnymi krokami w kierunku zmian powstrzymuje opór przed utratą bezpieczeństwa. Jest strach, że coś się zawali, albo że efekt będzie niezadowalający. Brakuje odwagi, motywacji, chęci i gotowości do ryzyka, która to nie jest w takiej mierze potrzebna przy rozstaniu. Można powiedzieć: jest mniej do stracenia. 

Poza tym – i tu znów metafora – skuteczność odkurzania jest większa po uprzednim sprzątnięciu rzeczy z półki, niż wówczas, gdy te rzeczy leżą wciąż na jej powierzchni.  Jeśli sprzątanie polega na zamiataniu brudów pod dywan – najprawdopodobniej skutki takiego działania będą dosłownie wyczuwalne już po krótkim czasie.

Warto zatem zacząć od dokonania pewnego bilansu. Pomyśleć nie tylko o krzywdach, których się doświadcza, ale też o tym, co dobrego dostało się od byłego partnera? Czego się nauczono z tej relacji? Czego się ktoś dowiedział o sobie – swoich potrzebach, swoim systemie wartości? Po tych pytaniach przychodzi czas na podsumowanie nie tylko związku, ale też całego swojego życia. 

To dobry moment, by pomyśleć o tym, czy widzi się gdzieś możliwość zmian w swoim życiu? Czego tak naprawdę się chce? Co od tej pory stanie się priorytetem? Do czego brakowało wcześniej bodźca – może większego zadbania o siebie pod każdym względem: fizycznym, emocjonalnym, duchowym, naukowym, zawodowym? Która dziedzina życia wymaga porządnego „odkurzenia”?

Czy to nie zbyt pięknie, by było prawdziwe? 

Trzeba realistycznie przyznać, że na drodze do takiego wykorzystania rozstania – dla własnego rozwoju, można napotkać różne przeszkody. Te największe z nich wypływają jednak z wnętrza – to własne emocje, które podpowiadają często pochopne działania.

Jednocześnie energia cechująca te emocje to sprzymierzeniec braku stabilności, a to przyspiesza zmiany. Jaki z tego wniosek? Chociażby taki, by nie uciekać przed emocjami, niezależnie od ich siły. 

Zamiast ich unikać, o wiele rozsądniej jest je przeżyć i wykorzystać. Zamiast w gniewie zrzucać winę na kogoś innego, konstruktywniej jest skupić się na sobie: Co ja mogę zmienić w sobie, nad czym popracować, by w przyszłości okazać się jeszcze lepszym człowiekiem i wzmocnić swoją gotowość do wejścia w nowy związek? Potrzeba pokory, by przyznać: Może byłam/byłem za mało asertywna/asertywny, za mało otwarta/otwarty, za bardzo skupiona/skupiony na sobie.  

Kilka słów na zakończenie

Choć świeżo po rozstaniu wydaje się to mało prawdopodobne, to często w życiu ostatecznie pojawia się TEN ktoś. Ktoś, kto będzie reprezentował ten sam poziom co Ty, będzie wspierał twój rozwój i chciał rozwijać się z tobą w relacji. 

Możesz więc, oczekując na spotkanie, stawać się osobą, która odznacza się takimi cechami, na jakich zależy ci w tej drugiej osobie. Jak długo rozpaczasz, obwiniasz byłego partnera, tak długo powstrzymujesz swój rozwój. Jeżeli to on/ona cię zostawił/a, masz potężny potencjał do zmiany, zatem twoja sytuacja jest naprawdę obiecująca. Możesz sobie postanowić: Nie zmarnuję swoich silnych emocji i braku stabilizacji!

Jaki będzie tego skutek? Możesz stać się kimś, kto już nie musi MIEĆ tej drugiej osoby, by być szczęśliwy, by wypełnić wewnętrzną pustkę i służyć za plaster na zranione serce. Osiągniesz dojrzałość, a – co za tym idzie – gotowość do nowego, naprawdę szczęśliwego i wartościowego związku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like