Jak radzić sobie z pytaniami dzieci w czasach zarazy

Epidemia konfrontuje nas z wieloma sytuacjami i trudnościami. Jeśli przyjrzymy im się uważniej, dostrzeżemy, że większość z nich dotyczyło nas od dawna. Często borykaliśmy się z nimi każdego dnia. A jednak w codziennym pędzie skutecznie udawało nam się unikać odpowiedzi na te trudne pytania. Zwłaszcza pytania dzieci. Nie powielajmy tego schematu także teraz. Porozmawiajmy szczerze i bez emocji z naszym dzieckiem o otaczającej je rzeczywistości. 

Oddalmy się o kilka kroków. Spójrzmy z dystansu. Postawione pytanie jest w gruncie rzeczy pytaniem jak w ogóle podejmować z dziećmi trudne tematy. Jak wyjaśniać sprawy, których sami nie do końca rozumiemy? Jak mówić o czymś, co zawiera tak wiele wątków? Jak  wyjaśnić sprawy, które w nas samych wzbudzają smutek, lęki i bezradność? 

Odpowiedź odwołuje się do standardów rozmów z dziećmi. Oto trzy fundamenty takich trudnych rozmów.

Mów do dziecka językiem adekwatnym do jego wieku i możliwości intelektualnych


Zasada ta dotyczy przede wszystkim ilości informacji i stopnia złożoności wypowiedzi. Im młodsze dziecko, tym krócej i prościej należy mówić. Dziecięca zdolność koncentracji na wypowiedzi wynosi kilka minut, a i to zależy od tego, jak bardzo trzymamy się sedna i czy coś w naszej argumentacji nie pociągnie młodego człowieka w inną stronę. 

Prostota wypowiedzi ma umożliwić dziecku zrozumienie odpowiedzi. Dzieci, tak samo jak dorośli, pytają, ponieważ chcą wiedzieć i rozumieć. Zwykle pytają o coś, czym zajmują się same lub czym zajmuje się ich otoczenie. Dziś dużą część świata zajmuje temat Koronawirusa, nie ma więc nic dziwnego w tym, że dzieci także szukają o nim informacji i chcą zrozumieć sytuację, która ma miejsce. 

Trzeba odpowiadać im krótko i w prostych słowach. Jeśli dzieci nie dostaną odpowiedzi od swoich rodziców – znajdą inne źródła. Skoro świat krzyczy o Koronawirusie, jak można sądzić, że ten krzyk nie dotrze do dzieci? Należy to zaakceptować i dostarczyć dzieciom wiedzy, która jest adekwatna do ich emocji i intelektualnych możliwości. 

Mów dzieciom prawdę

Dzieci funkcjonują w tym samym świecie, co my, dorośli. Widzą, słyszą, kojarzą, myślą i zapamiętują. Są uważne. Mówienie nieprawdy albo nie mówienie prawdy, wynika z przekonania, że dzieci prawdy nie zrozumieją, nie udźwigną, że prawda je skrzywdzi. Źródło tego przekonania leży w przeżytych emocjach i doświadczeniach osób dorosłych. 

Skłonność upraszczania otaczającej rzeczywistości do własnej perspektywy odpowiada za generalizowanie własnych przeżyć na innych ludzi: „ja w takiej sytuacji czułem się tak i tak, więc każdy w takiej sytuacji tak się czuje”. Dotyczy to szczególnie własnego potomstwa. Kiedy dzieci pytają o „coś”, co wzbudza w rodzicu lęk, smutek, bezradność czy żal – rodzic zakłada, że takie same emocje będzie przeżywać jego dziecko w kontakcie z tematem.

Dorosły niosący w sobie dawne rany i emocje związane z tematem, o który pytają dzieci, chce je ochronić przed podobną traumą i emocjami. Jeśli w dobie pandemii rodzic przeżywa nieustający niepokój przeradzający się czasem w lęk o siebie, bliskich, pracę czy przyszłość, to pojawia się pokusa ochronienia dzieci przed przeżywaniem nieustannego napięcia. W ten sposób dorosły zaczyna mówić, że „to nic takiego”, „zwykła choroba”, „taki wirus, jak ospa – pamiętasz jak miałeś ospę?”. 

Niestety, takie postawienie sprawy nie zabezpiecza, ale dezorientuje – dziecięca uważność łatwo wychwyci niespójność między treścią słów a postępowaniem. Skoro wirus to „nic takiego”, „zwykła choroba, jak ospa”, to dlaczego wszyscy zachowują się inaczej? 

Jeśli skłamiemy albo powiemy tylko wygodną dla nas prawdę, zapłacimy za to zawiedzionym zaufaniem dziecka. Jeśli teraz nawet teraz nam uwierzy, to zorientuje się w kłamstwie za jakiś czas i wtedy straci swoją wiarę i zaufanie do nas. 

Może być jeszcze inaczej – jeśli dziecko, które widzi aktualne środki ostrożności wobec wirusa uwierzy, że jest on „zwykły”, “nieszkodliwy”, może reagować nieproporcjonalnie wielkim lękiem przed każdą chorobą, która je kiedyś spotka. Nie wspominając już o kontakcie z lekarzem czy szpitalem.

Nie obarczaj dziecka ewentualnym poczuciem winy

Dzieci są w naturalny, zdrowy sposób egocentryczne. Oznacza to, że jeśli nie zostały wcześniej skrzywdzone emocjonalnie, są skupione na sobie i swoich potrzebach. To jest baza ich prawidłowego rozwoju. Dorośli z jednej strony wspierają ten egocentryzm („popatrz – nawet słonko poszło już spać, bo wie, że ty się musisz położyć.”), z drugiej zaś negują za pomocą wtłaczanych mniej lub bardziej delikatnie zasad życia społecznego („możesz wziąć ciastko, ale najpierw daj jedno siostrze.”).

Wewnętrzne zmagania u dziecka toczą się między jedną częścią małego ja, która chce zadowalać innych i zdobywać ich przychylność, a drugą, które chce dbać o siebie. Między radością z działania na rzecz innych, a wściekłością, że trzeba im ustępować. Między miłością a nienawiścią. Egocentryzm małego człowieka zmienia się i słabnie z upływem lat, ale przynosi też określone skutki. 

Przede wszystkim dziecko interpretuje rzeczywistość za punkt wyjścia obierając siebie: „Skoro ja tak chcę, potrzebuję, myślę, to tak się dzieje.” A ponieważ nie ma ono jeszcze umiejętności wystarczających do dystansowania się wobec siebie, różnicowania i panowania nad swoimi stanami emocjonalnymi, sądzi, że swoimi odczuciami czy myślami wpływa na innych: „Powiedziałem mamie, że jej nie kocham, a ona teraz jest chora.”. 

Efekt: poczucie winy. 

Dorośli nieświadomie (i na szczęście coraz rzadziej) wspierają dzieci w budowaniu zasieków z poczucia winy (wystarczy wymienić standardowe: „Do grobu mnie wpędzicie!” albo „Jak ty tak możesz mówić/robić? Co sobie ludzie o mnie pomyślą?!”). Egocentryzm, mimo swego rozwojowego charakteru, mieści w sobie zawsze obciążające poczucie winy. Podczas rozmów o trudnych tematach, dorośli muszą zwracać szczególną uwagę na rozdzielenie zdarzeń, o które pyta dziecko, od dziecięcego wpływu na pojawienie się tego zdarzenia. 

Jeśli ktoś w rodzinie zaraził się Koronawirusem, zachorował na Covid-19 lub zmarł, to rozmawiając o tym z dzieckiem należy wielką wagę położyć na brak winy – zwłaszcza dziecięcej – za chorobę lub śmierć. Dziecko ma zdolność poradzenia sobie ze smutkiem i lękiem związanymi z chorobą czy ze śmiercią bliskiej osoby, ale może nie poradzić sobie z poczuciem winy za tę śmierć, nawet jeśli to poczucie było tylko wytworem niedojrzałej, egocentrycznej interpretacji zdarzeń.

Dzieci mają zdolność przyjmowania prawdy, jeśli podamy ją w przystępny sposób i pozostawimy im przestrzeń dla ich własnych emocji, które ta prawda może wywołać. Pamiętajmy, że mogą to być emocje zupełnie różne od naszych. Zamiast kłamstwa „dla dobra” dzieci dajmy im prawdę i opiekuna, który przyjmie wszystkie pojawiające się emocje i zachowania, odpowie na dodatkowe pytania, zapewni o możliwości powrócenia do tematu, gdy przyjdzie na to odpowiedni dla dziecka czas. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like