Nie tylko samobójcy sięgają po żyletki

W trakcie wakacji po 2 roku studiów pojechałem do Anglii za zarobkiem. W piekarni, w której pracowałem, spotkałem około czterdziestoletniego Jurka. Opowiadał historie z wojska. Pokazywały przede wszystkim, jak niełatwe doświadczenia zebrał w kamaszach. 

Jurek opowiadał o tym, jak planowali razem z kumplami, po wyjściu do cywila, odnaleźć znienawidzonego kaprala i obić mu mordę. I chłopakach, którzy trudniej znosili żołnierską falę. „Jak ktoś był miękki, to się ciął. Tylko jełopy cięli się o tak [Jurek pokazuje ruchy nacięć równoległe do nadgarstka], zamiast tak” [Jurek demonstruje rytualny ruch samobójcy podcinającego sobie żyły]. Kolega z angielskiej piekarni był jednym z wielu ludzi, którzy samookaleczenia kojarzą wyłącznie z próbami samobójczymi. To duży błąd. 

Kod kreskowy 

Jeden z pracowników domu dziecka opowiada o Agnieszce (imię zmienione), wychowance. Dziewczyna ma osiemnaście lat, w związku z czym mieszka w placówce na nieco innych zasadach, jako osoba pełnoletnia. Jak inni wychowankowie osiągający metrykalną dorosłość, będzie miała możliwość na koszt placówki kontynuować naukę nawet na studiach wyższych, dom dziecka pokryje także jej zakwaterowanie. Agnieszka z łatwością mówi o chłopaku, z którym jest coraz bliżej. O bagażu trudnych doświadczeń nie wspomina, choć – faktycznie – zostawiły po sobie nawet te najbardziej dosłowne ślady. Na rękach i, jak się okazuje, na nogach. 

Dziewczyna jest naprawdę w porządku. Tylko mocno pokiereszowana przez życie. Jak zobaczysz jej ramię i przedramię… wygląda jak kod kreskowy. Smutna sprawa.” 

Nasza podopieczna to jedna z wielu ofiar samookaleczeń. Niestety, po żyletkę, nóż czy inne narzędzia sięga już nie tylko młodzież dojrzewająca, ale nawet dzieci. Wychowawcy konsekwentnie odbierają dzieciom wszystkie przedmioty, którymi można się skaleczyć. Zdarza się jednak, że podopieczni demontują temperówkę i używają jej ostrza, żeby się pociąć.

Panie Pawle, pocięłam się!

Kolejna dziewczynka pokazuje mi rany, które przed chwilą sobie zadała. Odbieram jej ostre narzędzia i mówię, żeby przemyła ranę. Wychowawca przynosi jej środki do dezynfekcji z opatrunkiem. Gdy siedzimy sami w pomieszczeniu, pytam dziewczynę o przyczynę okaleczenia. Odpowiada bez zastanowienia, że ją to odpręża, pozwala wyładować stres. Uśmiecha się, jednocześnie mówi o własnym cierpieniu, o braku zrozumienia ze strony otoczenia. Wbrew pozorom jej uśmiech wcale się ze smutkiem nie wyklucza. Jest otwarta w rozmowie, chętnie odpowiada na zadane jej pytania. Zwyczajnie, po ludzku. Grzeczna i miła dziewczynka. Mówi też, że nigdy nie planowała odebrać sobie życia poprzez samookaleczenie. Podobnie jak wspomniana wcześniej Agnieszka. 

Ukojenie, wyładowanie, wołanie

To, co deklarowały obie podopieczne, wcale nie musi mijać się z prawdą. Samookaleczenia to jeden z wielu niezdrowych sposobów na rozładowanie stresów. Na czym polega mechanizm samookaleczania? Na tym, by wywołać fizyczny ból. Dzięki temu uwaga zostanie przekierowana na nowe doznanie, które przykryje, przynajmniej chwilowo, olbrzymie cierpienie psychiczne. Takie sytuacje to kolejny dowód na wagę zdrowia psychicznego: niektórzy potrafią nawet silnym bólem fizycznym zapłacić za chwilowe ukojenie duszy.  

Samookaleczenia są też definiowane jako zachowania autoagresywne, co uzasadnione jest nie tylko efektem w postaci zadanych sobie ran. Bywa, że osoba okaleczająca się odczuwa olbrzymią złość. Na siebie, na otoczenie, a nawet w obu kierunkach jednocześnie. Złość z kolei może prowadzić do agresji, która znajduje swoje ujście w przemocy przeciw samemu sobie. Może być i tak, że złość współwystępuje ze smutkiem czy żalem. Albo smutek przejawiany jest w formie zachowań agresywnych lub złość w formie płaczu – konfiguracji jest wiele, każda może prowadzić do samookaleczeń.

Istnieje też pozornie proste wyjaśnienie cięcia się jako sposobu na zwrócenie na siebie uwagi innych. Zarówno współczucia, jak i niechęci. Wszystko, byle zyskać uwagę otoczenia. Za teoretycznie próżną przesłanką tkwi tak naprawdę motywacja, którą świadomie lub nieświadomie odczuwa każdy z nas – potrzeba bycia docenionym, być może nawet kochanym. Niektórzy wolą być nawet nielubiani niż niezauważeni. 

Wspieraj, nie wyśmiewaj

Pamiętam te niesmaczne żarty z ludzi, którzy się tną. Że idioci, że nie potrafią nawet samobójstwa skutecznie przeprowadzić. Mam nadzieję, że ten brak empatii był częściej podyktowany brakiem wiedzy niż porażającym cynizmem. 

Warto jeszcze raz podkreślić, że samookaleczenia mają swoje źródło w wielu różnych trudnościach. Bodźcem do cięcia własnego ciała może być po prostu niezdolność radzenia sobie z własnymi, trudnymi emocjami. Takie osoby potrzebują wsparcia, nie pogardy – tym bardziej, że czasem mają za sobą traumatyczne historie. Jak ci podopieczni z domu dziecka. 

0 Shares:
Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like